Sytuacja imprezowa.
Siedzimy już po z kumplem, nazwijmy go Michał, aby nie zdradzać jego prawdziwej tożsamości. Jeszcze by się obraził. Wracając, a więc Michał i ja siedzimy w kuchni gospodyni, poranna kawka itp. Niespodziewanie wracają rodzie do domu o 5:30 więc nastała nagle grobowa cisza. Jakoś nikt nie ma ochoty rozmawiać z tym samym natężeniem co przedtem. Gospodyni też jakaś taka niewyraźna z powodu prostego, rodzicielstwo o imprezie nie widziało.
Wracając. Do nas siedzących podchodzi ojciec wyżej wymienionej stoi chwile, my przerażenie ze wzrokiem gdzie by tu uciekać, słyszymy nagle te oto słowa z jego ust:
- Czy wiecie, że w Pradze jest 12 stopni?
Jedyna odpowiedź jaka wpadła mi do głowy to:
- Yyy, no to ciepło, jedziemy tam.
