Miałem lat chyba 5.
Historia dzieje się w wesołym miasteczku, które było (raz na jakiś czas) na placu defilad w Warszawie w latach 80, czy na początku lat 90. Były takie szynowe samochodziki dla maluchów i dość wolno jeździły, ale dzieciakom się podobały. Ja oczywiście w siódmym niebie jadę swoim autem. Przed 'karuzelą" zgromadzeni rodzice obserwują swoje pociechy i nagle Ojciec z uśmiechem na twarzy krzyczy do mnie:
- Synku.. synku pokaż jak jest!
Biednemu, małemu chłopcu na którego padły spojrzenia widowni pomyliły się palce i zamiast OK! pokazał środkowy palec :D
Ojciec tydzień się zastanawiał skąd znałem ten między narodowy znak kierowców.
