Zostawiłam kiedyś chłopakowi listę zakupów. Jedną z pozycji był peeling morelowy. Mój Misiaczek zniknął na zakupach i nie było go chyba ze trzy godziny, co nawet mnie zaniepokoiło, bo zwykle po dwudziestu minutach był z powrotem. W końcu wrócił, w milczeniu i z wyraźnym fochem cisnął siatki na stół i powiedział:
-Masz! Zadowolona?
Nie mogłam zrozumieć, o co biega, skąd ten wkurw. Na wszelki wypadek, pomyślałam, lepiej nie pytać. Zaczęłam rozpakowywać siatki i chować rzeczy. Zastopował mnie dopiero widok pilnika. Nieśmiało zapytałam:
-To dla Ciebie?
Na co On:
-Ty mnie weź, k***a, nie wk****aj! Masz! To Twój! Zadowolona? Pasuje? Ja przez pół miasta szukałem tego j****ego pilnika!
Ja:
-Pół miasta? Nie wystarczyło pójść do Rossmanna?
On:
-Byłem, ale nie mieli, k***a, morelowych!
Mój inteligentny Facet przeczytał zamiast "peeling" - "pilnik" i przemierzył pół miasta w poszukiwaniu dobrego koloru! ;)
