Jestem młodą nauczycielką, pracuję w Studium Praktycznej Nauki Języków Obcych przy Politechnice i najczęściej mam do czynienia z wygłodniałymi panami, którym wszystko kojarzy się z seksem, co niejednokrotnie prowadzi do dziwnych sytuacji.
Pod koniec czerwca na przykład podczas zaliczeń ostatniej szansy odnotowałam dwie "perełki".
Jeden ze studentów kilka razy nie zaliczył pisemnego testu i ubłagał, żeby mógł przyjść zaliczyć materiał ustnie, bo, jak twierdził, pisemne w ogóle mu nie szły. W trakcie męczącej odpytki do gabinetu wszedł mój kolega, a promotor owego studenta i, zdziwiony jego obecnością na uczelni na kilka dni przed wakacjami, zapytał:
-Jarek, a co Ty tu robisz?
Na co chłopak bez zająknięcia:
-Od pół godziny próbuję ustnie zadowolić panią magister, ale chyba licho mi idzie.
Kiedy ukryty sens tych, bądź co bądź prawdziwych słów, dotarł do nas, wszyscy buchnęliśmy śmiechem. Chłopak zdał, a koledzy teraz sobie ze mnie żartują, że jestem nienasycona i że doniosą na mnie do Kuratorium.
Kilka dni po tym wydarzeniu, tekst o seksualnym podtekście wyrwał się niechcący mnie samej. Kolejny student siedzi od kilkunastu minut naprzeciw mnie i duka, duka, duka... Widać, że się nie przygotował. Robię więc groźną minę i wypalam:
-Albo Pan wreszcie powie coś mądrego, albo stawiam Panu pałę.
Studentowi od razu szeroki uśmiech wstępuje na twarz i słodko szepcze:
-To może od razu przejdziemy do tej drugiej opcji? Te drzwi zamykają się od środka?
Niestety, temu drugiemu nic nie pomogło i wyszedł z postawioną pałą ;)
