Kilka lat temu odprowadzaliśmy w kilka osób do domku kolege, który kompletnie stracił kontakt z rzeczywistością. Mieszkał sam z matką, która była w stosunku do niego baaaardzo opiekuńcza. Dotaszczyliśmy kolegę do drzwi, a poniewaz nie mógł utrzymac pionu więc połozyliśmy go na wycieraczce. nastepnie zadzwonilismy do drzw i aby nie narazić się na pretensję matki schowalismy się na schodach. Chwila ciszy i słychac jak otwiera się jedna zasuwa, druga, skrzypnęły drzwi i przerazony głos kobiety:
-Jezu, Grzesiu, co oni ci zrobili!
A z wycieraczki
-Blee gle bea,,,
