Dobry znajomy opowiedział mi dziś historię swojego kolegi z pracy. Dostał on swoje zdjęcie za kierownicą plus 300 zł mandatu za przekroczenie dozwolonej prędkości, więc niewiele myśląc wyjął z portfela 300 zł i sfotografował je, wywołał zdjęcie i odesłał na adres komendy. Po jakiś 2 tygodniach dostał następny list, w którym było zdjęcie wezwania do sądu.
Poszedł do sądu, a ten miał niezły ubaw. Mandat zapłacił bez odsetek...
