No więc tak w sobotę na wykłady (dodam, że wypadało się pojawić, bo "troszkę" już mnie tam nie było) poszedłem totalnie wyjebany jak to po piątku bywa i zapomniałem wyłączyć budzika w moim idealnym telefonie (N 1600), który miał zadzwonić poprzedniego dnia o godzinie 11. I jak to również bywa przysnęło mi się na jakże ciekawym wykładzie, a obudził mnie dopiero profesorek stojący nade mną i powtarzający wraz z głosem mojego budzika "Godzina 11...czas wstać....". Gdyby nie on to przespałbym przerwę :)
