Sytuacja miała miejsce w pewnym sklepie w Londynie (w jakim sklepie nie mówię, żeby nie uprzedać faktów).
Sekcja z butami. Koleś chodzi, przymierza i nie może się zdecydować. Po chwili podchodzi do typka z obsługi i pyta (w tłumaczeniu):
-Przepraszam...Macie może jakieś buty Reeboka?
-Reeboka? Chce pan kupić buty Reeboka? Proszę Pana...To jest sklep Nike - nie sprzedajemy Reeboków.
Nie muszę chyba opisywać zdziwienia sprzedawcy. A teraz mogę dodać, że był to dwupiętrowy sklep, tylko i wyłącznie z produktami Nike :D
