Ja po pijaku naprawiałam lampe, wracałam z zakupów z koleżanką, butelki stukały w siatce, na nogach ledwo się trzymałyśmy, a dzieciaki z pensjonatu zaczepiły nas, byśmy pomogły naprawić im lampe w świetlicy. Wzięłam więc żyrandol, stanęłam na stołku i próbowałam dopasować końcówkę do gniazdka w suficie. Stwierdziłam, że prąd może kopnąć, więc poprosiłam by wyłączyli światło, po ciemku, no nieszło, więc poprosiłam by znów włączyli. Próbowałam, juz byłam blisko i nagle zgasło światło na całym piętrze. Koleżanka myślała że będę miała fryz jak einstein po spięciu. Szybko się ulotniłyśmy, na śniadaniu powiedziano nam, że 3 godziny szukano przyczyny, czemu instalacje rozwaliło :)
