Piękna imprezana jednej z moich dawnych stancji (Wrocław). Kolega lubił po pijaku dziwne rzeczy robić, więc (gdy był nietrzeźwy) ułożyliśmy go (ja i jego kobita) w łóżku, by się wyspał. Po pewnym czasie słyszymy dzwonek do drzwi. Podchodzę, a tam ów kumpel, z gitarą w ręku, w samych gaciach, szczerzy zęby "Kur..a! Nie uwierzysz, co mi się przydarzyło!". Niestety opowiedzieć nie chciał, stwierdził, że powie rano... Rano nic nie pamiętał.
Dzień po imprezie, suszy nas, idziemy do sklepu. Dwójka żuli przed spożywczakiem spojrzała na kumpla, szturchnęła się, a jeden z nich stwierdził: "Ty, patrz, pamiętasz tego gościa?" Po czym obaj zaczęli się brechtać...
Do dziś nie wiemy, co się przydarzyło kumplowi. On twierdzi, iż porwało go ufo:P
