Ostatnio trafiła mi się wizyta u ortodonty kiedy to milony studentów zaglądają w paszcze dzielnie przytakując doktorce:D sytuacja powtarza się jak co roku. ona gada oni ładnie sie uśmiechają i zaglądają tak że z całą pewnością widzą światełko z mojego odbytu, no ale przechodząc do sedna. spotkała mnie naprawde powalająca sytuacja:
siedzę grzecznie i obserwuje jak wszyscy biegają, lekarka tłumaczy po raz enty, odchodzi a wtem jakiś śliczny wygłodzony i ciut ciepły student puka mnie w ramię i ciucho szepcze:
- ej sory wiesz co ci dolega? rozumiesz coś z tego co ona mówi?
zamarłam. i ufaj tu służbie zdrowia:P
