Plac zabaw w pobliżu tarchomińskiego wału. Niedzielne popołunie, pora wózkowa. Matki siedzą umilając sobie rozmową czas, kiedy dzieci hasają i babrają się w piachu. Nad lasem unosi się łuna pożaru gdzieś po drugiej stronie Wisły. Ja siedzę z kolezanką i obserwujemy jej siedmioletniego syna wdrapującego się na wał. Staje dumny, podpiera boki rękami i z dumą krzyczy:
-Mamo! Mamo! Patrz jak ognisko zapier...ala!
Natychmiastowy odwrót z cegłą na twarzy, kiedy przerażone matki w pośpiechu pakowały zabawki dzieci, zakrywając im przy tym uszy :)))
