WSZiB w Krakowie; semestr drugi; ćwiczenia z zajęć zwanych "Algorytmy i struktury danych".
Mieliśmy takiego profesorka, który strasznie lubił dopiekać nieprzygotowanym studentom. Studiowałem zaocznie, czyli zapierniczałem cały tydzień, a do tego weekendy musiałem spędzać na uczelni. Po prostu nie było czasu na naukę i w sumie liczyłem na to, że studia będą się czymś różniły od podstawówki, ale chyba się myliłem... profesorek woła mnie do tablicy, a ja strasznie zmęczony, niewyspany i nieprzygotowany. Po tym jak nie potrafiłem rozwiązać któregoś z jego kosmicznych zadań - powiedział "może Pan tu się nie nadaje? Pan chyba powinien jakiś warzywniak otworzyć albo coś... będzie Pan zbijał kasę sprzedając buraki"... całe zajęcia wracał potem do tematu warzywniaka, a ja siedzę z czerwoną twarzą ze złości i wstydu. Postanowiłem się w przyszły weekend zrewanżować. Specjalnie spóźniłem się na zajęcia i na wjazd wystartowałem z uśmiechem na ustach "Przepraszam za spóźnienie. Musiałem zamknąć warzywniak". Cała sala w śmiech, profesorek wyraźnie wkurzony... Do końca roku nie byłem ani razu u tablicy :D
