2 rok moich studiów, akademik. koleżanka z piętra robiła grzeczną imprezę z grzecznymi gośćmi, postanowiliśmy zrobić jej niespodziankę , wpaść na imprezę z butelka po denaturacie wypełnioną wódka zabarwioną sokiem i sprawdzić ich reakcję. Poszukiwania były długie gdyż nigdzie owego trunku znaleźć nie mogliśmy, w końcu okoliczny menel pokierował nas na stację benzynową. Współlokatorka weszła do środka poszukując wzrokiem fioletowej buteleczki, w końcu znalazła i krzyczy "jest jest" z ogromnym uśmiechem na twarzy pobiegła w stronę półki, wzięła butelkę i żwawym krokiem uderza do kasy. I tu piękna rozmowa W(współlokatorka) S ( Sprzedawca)
W: Dobry wieczór
S: dobry wieczór
W:Ile to kosztuje ( wyciągając rękę w której trzymała denaturat)
S: cwaniara! nie wie ile kosztuje!
Padłam ze śmiechu.
