rzecz dzieje sie w toi toi-u. jakiś wiejski festyn
lekko nagięte próbujemy z kumpelą dostać sie do środka i"grzecznie"walimy do drzwi
-halo wrocław! halo wrocław! szczać mi sie chce!
-marta widzisz tą dziure? tu sie chyba wrzuca monete....
-ty kretynko! to jest klima jest!
po chwili drzwi sie otwierają i wychodzi jakaś spocona, zestresowana i zdenerwowana kobieta. trzaskając drzwiami:
-kur*a! już wole iść w las! sie człowiekowi nawet skupić nie dacie!
