Zaraz po maturze (a wiec lat juz temu 2), wyjechałam leczyć swoje skołatane nerwy do kuzynów mieszkających na małej wsi pod Kilecami. Nadszedł wieczór pierwszego dnia mojego pobytu wiec Jarek, jeden z moich kuzynow wymyslil, ze pojedziemy do pobliskiego miasteczka pograc sobie w bilarda. Nigdy nie odmawiam bilarda, poniewaz jest to coś, co kocham i w czym jestem -nie chwalac sie-naprawde dobra. Sala bilardowa była typową spelunką, pełną uroczych, wiejskich chłopców. Podeszłam do baru, żeby kupić piwo i nagle czuję, że ktoś klepie mnie po ramieniu. Odwracam się i widzę chlopaka o niezbyt inteligentnym spojrzeniu i w rownie malo inteligentnie wygladającym dresie.
- Siemanowice.- mówi. Pozniej dowiedzialam sie, że to taki rodzaj przywitania. Niewazne.
Uśmiechnęłam się i chciałam odejść, ale chlopak wyraznie miał ochote na rozmowe.
- Jesteś podobna do Angeliny Jolie.
-Dziękuję- odpowiadam. "Co za debil", myślę.
- A skąd jesteś?
- Z Wrocławia.
-O!- wykrzykuje zaskoczony- z miasta??!!
-Tak...-odpowiadam i znow chce go wyminac.
-Bardzo lubię Angelinę Jolie. ładna jest, tak samo jak ty.
-No to musisz sobie kupic Bravo albo Bravo Girl. Może bedzie tam jej plakat.
On w smiech. Byl to z reszta typowy śmiech półdebila.
-hehehehehe, dobre hehehehe Bravo GRIL hehehehe gril heheheheheh
Patrzę na niego z rosnącym przerażeniem.
-Gril?
-no hehehehe bravo grill, taki do miesa co nie? Ale o co ci chodzi z tym grilem? Czrmu Bravo?.
Załamana, odeszłam bez słowa. On z reszta nawet tego nie zauwazyl. Byl zbyt zajety smianiem sie z grila.
