Rzecz miala miejsce kilka lat temu w Warszawce... Bylismy na imprezce w jednym z klubów. Po pewnym czasie siedzieliśmy już w towarzystwie kilku dziewczyn. Wtedy do stolika podchodzi nasz kolega, który ostatnią godzinę spędził pracowicie przy barze (wnioskuję po chwiejnym kroku i płynnym języku), zagaduje do jednej z dziewczyn:
- Zatańczymy ?
- Może później... Odpowiada niezainteresowana.
- Czyli z bzykania też nici ?? Ciągnie nie speszony.
