Z kuplami w Pradze szykujemy sie na dyskotekę.
Jednego z nich specjalnie nie trawiłem, on mnie zresztą też. Leżałem na łóżku przyglądając się jak sobie żeluje każdy włosek na łbie. Rzygać się chciało.
W pewnim momencie poprosił drugiego kumpla, żeby mu pomógł. Drugi zaczął coś tam grzebać, co spotkało się z jęczeniem:
-Nie wszystko, popraw tylko to, co natura spierdoliła.
Na to wszystko ja bez zastanowienia:
-No łba ci przecież nie upierdoli!
Po chwili ja się turlałem, pomagacz leżał ze śmiechu, a żelujący sypał iskry z oczu.
