wybraliśmy się raz na "pielgrzymkę" ;P do częstochowy. kiedy dotarliśmy już na miejsce jak to na pielgrzymce bywa napruliśmy się jak szpaki i lekko się zataczając poszliśmy się kimnąć do namiotu przed mszą. po drodze stał radiowóz więc się nam towarzystwo trochę zestrachało a tu kumpel najbardziej naprany przez co najbardziej odważny ;P powiedział:
- spoko chłopaki ja to załatwię
podszedł do radiowozu oparł się ręką o dach nachylił się do otwartego okna i wypalił lekko bełkocząc:
- dużą pizzę 3 hamburgery frytki i dużą colę
(policeman) - o! widzę że pan dmuchać już nie musi!
standard akcja - ręce wysoko nogi szeroko - a ten się tłumaczył w stylu: panie policjancie! jestem biedny! ze wsi! nie mam pieniędzy! pie...ył jak potłuczony a że policjanci mieli z niego polew jak z nikogo innego to go puścili (nie muszę dodawać że na pielgrzymki już nie jeździmy)
