Kolega, za uzupełniających studiach magisterskich, zmuszony był zdawać prawo finansowe. Ze względu na przypadające dwa dni wcześniej popularne imieniny, był w stanie przyswoić tylko, co to jest budżet. Nie przejmował się jednak, bo pan
doktor znany był z tego, że w każdym zestawie jest co najmniej jedno pytanie "budżetowe". Widział w tym swoją szansę.
Wchodzi, daje indeks i siada. Egzaminator mówi: Nie będę pana pytał co to jest budżet, bo to akurat wszyscy dzisiaj wiecie.
Student prawie zasłabł, ale nadrabia miną.
Pada właściwe pytanie: Słyszał pan coś o funduszach celowych?
Oczywiście panie doktorze! eee... To jest... eee..., już mam na końcu języka! eee... zaraz powiem!
Doktor: Podpowiem panu. To jest na przykład to co chłopy muszą płacić.
Student przeprowadza szybkie myślowe kojarzenie: chłopy, chłopy - to musi być coś z wsią. Wydaje okrzyk: Wiem! Wiem panie doktorze, chodzi o fundusz rolny!
Doktor: Niestety. O alimentacyjny.
