Wracałem kiedyś późnym wieczorem do domu i spotkałem kumpla. Chłopak jest dość wysoki, ale chudy jak szkapa. Ubrany był jak typowy metal: glany, czarne dżinsy, czarna bluza jakiegoś zespołu. Strasznie wnerwiony, bo się pokłócił ze swoją dziewczyną. Ręce w kieszeniach, głowa opuszczona, pióra zasłaniają twarz. Tak sobie idziemy i nagle zaczepia nas 3-4 dresów:
- Dawać komórki!
A kumpel nawet nie podnosząc głowy i nie zatrzymując się:
- A co ja ku*wa jestem?! Sklep?!
Mnie zamurowało, dresów jeszcze bardziej... Popatrzyłem na nich, oni na mnie...
- Pokłócił się z dziewczyną.
- Aha...
Dogoniłem kumpla i nie odzywałem sie do końca drogi. :)
